piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 21 'Skąd wiesz, że lubię zieloną herbatę?'

                                                         *muzyka*
Parsknęłam pod nosem, gdy usłyszałam pytanie Logana. Siedzieliśmy wokół stołu, gdzie były resztki ze śniadania. Jedynie mama kręciła się po kuchni, w której było słychać charakterystyczne dźwięki obijanych garnków i talerzy.
- Odpowiesz mi?- dopytywał dalej.
- Przecież odpowiedziałam.
Przewrócił oczami.
- A mogłabyś głośniej? No chyba, że nie możesz gadać, bo nagle urwali Ci język?- zażartował kąśliwie.
Dopiłam do końca herbatę i odpowiedziałam:
- Tak.
- Co tak?
- Odpowiedź na twoje pytanie to tak.
- A kiedy?- starał się wydobyć jak najwięcej informacji, tylko nie wiem dlaczego to takie ważne.
- Nie pamiętam. Może rok temu.
- Czyli możesz kupić sobie na legalu samochód, prawda?- spytał, gryząc ostatni kawałek tosta.
- No tak, a po co pytasz?
Usłyszałam jak jakiś samochód podjeżdża pod nasz dom. Spojrzałam kątem oka za okno i śmiało mogłam stwierdzić kto przyjechał. Schyliłam się po torbę, która była dzisiaj strasznie ciężka.
- Już idziesz?- Głos mamy wypełnił jadalnie.
Przytaknęłam i zabrałam ze stołu ostatni kawałek sera.
- I ty- wskazałam na Logana- Masz się stąd nie ruszać dopóki nie przyjadę, jasne?
- No wiesz co? Przyjechałem tutaj odpocząć, a nie chodzić do barów- zagrał urażonego.
- Twój odpoczynek zapewne tak wygląda- oznajmiłam, otwierając frontowe drzwi i wychodząc za próg.
Zanim je zamknęłam usłyszałam jeszcze stłumiony śmiech mamy. Spojrzałam w stronę samochodu i dumnym krokiem pomaszerowałam w jego stronę. Wsiadłam na przednie miejsce, zrzucając torbę między nogi.
- Ta dam!- krzyknęła Persia, łapiąc się kierownicy jakby była jedyną deską ratunku w trakcie spadania.
- Kiedy mi napisałaś o tym wieczorem myślałam, że żartujesz.
- A jednak nie! Piękny co nie? Ten samochód jest od teraz moim nowym dzieckiem- dotknęła delikatnie po raz kolejny kierownicę i spojrzała na mnie morderczym wzrokiem- Nikomu go nie dam. Nigdy.
Parsknęłam śmiechem, a Persia pojechała w stronę szkoły. Droga się nie dłużyła, wręcz przeciwnie. Dojechałyśmy szybciej niż się spodziewałyśmy, ale na dobre nam to wyszło, ponieważ do dzwonka zostało nam niecałe pięć minut.

W szkole nauczyciele zaczęli przygotowywać nas do matury, dając nam jakieś ćwiczenia albo fiszki. Pomimo tego, że dobrze się uczyłam to nie chciałam, by czas egzaminów nadszedł. Nigdy nie przepadałam za sprawdzianami, a co dopiero za maturą, która będzie decydować o mojej dalszej edukacji. Sandy i John zaczęli mnie unikać jakbym była ogniem i paliła ich na kilometry.
Najbardziej się zdziwiłam, kiedy tę samą taktykę stosował Drake. Gdy chciałam do niego podejść podniósł do góry rękę bym zatrzymała się w tym miejscu gdzie jestem. Pokiwał potem przecząco głową, by dać mi tym znać, żebym się do niego nie zbliżała. Zmarszczyłam brwi, a potem jakby przebił ktoś moje serce wielkim soplem lodu zamarłam. Miał posiniaczone oko aż do brwi. Próbował to zakryć, jednak granatowo-fioletowy odcień przedzierał się przez podkład. Domyśliłam się dlaczego nie chciał bym podeszła. Czyli jednak mówił prawdę. Każde jego wczorajsze słowo było mówione ze względu na mnie, a ja miałam głupie zawahania. Poczułam się winna. Przecież, gdyby nie ja takiej sytuacji, by nie było. Wiem, że Drake wyparłby się tego, ale i tak poczucie winy leżało mi na sercu jak ciężki kamień.
Persia umówiła się po szkole z Danny'm, więc nie chciałam im przeszkadzać. Napisałam do Louisa na jednej z przerw, czy nie ma wolnego czasu. Oczywiście nawet nie zdradzając mu żadnych informacji odpisał mi, że przyjedzie zaraz po zakończeniu ostatniej lekcji. I tak się też stało.
Pożegnałam się z Persią, a zaraz po tym podeszłam w stronę Louisa. Miał skrzyżowane ręce i czekał aż tylko złapię z nim kontakt wzrokowy. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Stanęłam obok niego i patrząc na swoje buty powiedziałam:
- Cześć Louis.
Zmarszczył brwi, jednak po chwili zrozumiał moją grę i uśmiechając się pod nosem przyciągnął mnie do siebie. Oparł się plecami o drzwi samochodu i złapał mój podbródek. Podniósł go lekko do góry, a ja dopiero teraz spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. Znów się uśmiechnął, gdyż wiedział, że wygrał.
- Dzień Dobry, Odetto- objął mnie za tułów, przybliżając nas jeszcze bardziej.- Myślałem dzisiaj o tobie i...
- I?- podniosłam do góry brwi z zaciekawieniem.
- I zdałem sobie sprawę, że nigdzie nie wychodziliśmy od pewnego czasu.
- Jak to? Przecież widzieliśmy się z twoimi znajomymi.
- Ale sami...- Jego policzki lekko się zarumieniły, widząc, że powiedzenie mi tego wcale nie było takie łatwe jak myślał. Lecz zamiast się do tego zrazić, poczułam, że mu zależy i że słodko wygląda z zarumienionymi policzkami.
Przygryzłam z ekscytacji wargę i przechyliłam głowę w bok.
- Chcesz mnie zaprosić na randkę?
- Może...
Wtuliłam się w jego tors i westchnęłam ciężko, by dodać dramaturgię tej sytuacji.
- Kiedy i gdzie?- spytałam.
- Kiedy tylko chcesz i gdzie chcesz.
Zastanowiłam się jeszcze chwilę, a potem spojrzałam głęboko w jego oczy, by zrozumiał co dokładnie mam na myśli:
- Zaskocz mnie.
___________________________________________________________

Weszłam do domu cała w skowronkach i usiadłam na pierwszym lepszym krześle w kuchni.
- Ej. Z kim się wozisz, co?- spytał od razu na powitanie Logan.
- Jaką piękną mamy dzisiaj pogodę, prawda?- zmieniłam temat, kierując wzrok w stronę sufitu.
Najwidoczniej musiał dostrzec białe Audi Louisa. A przecież takie auta nie często jeżdżą ulicami Londynu.
- Odetta ma chłopaka- wydała mnie moja własna rodzicielka.
- Mamo!- zbulwersowałam się i  poczułam jak moje policzki z każdą sekundą stają się rumiane.
Wzruszyła tylko ramionami z uśmiechem na twarzy.
- Serio? Dlaczego się nie chwalisz?
- Hm, bo śmiałbyś się ze mnie?
Zawsze tak robił w dzieciństwie. Kiedy się dowiedział, że się w kimś podkochuje nie dawał mi spokoju. Pomimo, że minęło tyle lat, dalej to pamiętałam, lecz bez żadnej urazy.
- Masz racje. Odetta ma chłopaka, Odetta ma chłopaka- zaczął się nabijać.
Wzięłam pierwszą rzecz jaka napatoczyła się w moje ręce ( w tym przypadku ręcznik papierowy) i rzuciłam w niego całą siłą.
Chłopak zaśmiał się i zszedł z krzesła. Stanął w dość dużej odległości ode mnie i śmiał się z mojej 'groźnej' postawy.
- A ty masz dziewczynę?- spytałam, żeby mi powiedział jak mniej więcej mam się mu odgryźć.
- Nie. Jestem wolny i do wzięcia. Możesz przekazać dalej- rozłożył ręce i mrugnął w moją stronę.
- Nikt Cię nie zechcę.
- Ciebie chcieli.
Usłyszałam jak mama parsknęła śmiechem. Sama z trudem powstrzymywałam śmiech, ale musiałam mu pokazać, że jestem neutralna na jego słowa.
Schyliłam się ponownie po ręcznik papierowy i w tej samej chwili Logan wybył z kuchni.
- Ktoś Ci kiedyś mówił, że jesteś głupi?!- krzyknęłam, wbiegając do salonu.
- Parę razy!- usłyszałam głos za sobą.
Zaśmiałam się, pochylając głowę do tyłu. Stał ze skrzyżowanymi rękami i spytał:
- Speniałaś? Co masz z wf-u? Dwa?
Rzuciłam w jego stronę poduszką, którą wzięłam z kanapy. Niestety nie trafiła go, bo ruszył głową w bok. Zaczął biec w stronę mojego pokoju. Pobiegłam za nim, lecz zamiast dalej się z nim użerać opadłam na łóżko.
- Powinieneś się zapisać na kurs 'Jak wkurzyć swoją siostrę'- rzekłam, wdychając głęboko powietrze.
- Wyrzucili mnie, bo byłem za dobry.- Usiadł obok mnie.
- Och serio?
Złapałam go za ramię i zrzuciłam z łóżka. Zobaczyłam jego machające ręce, a potem słyszałam swój śmiech przeplatany z jego. Szybko się podniósł i usiadł z powrotem na łóżku. Momentalnie spoważniał i spojrzał w moją stronę.
- Dobry jest dla ciebie?- spytał lekkim głosem.
- Tak, nawet bardzo. Dlaczego pytasz?- Podniosłam się na łokciach i czekałam na jego reakcje.
Zaczął bawić się palcami, jakby zastanawiał się jak wypowiedzieć słowa, które krążą po jego głowie.
- Tak po prostu. Jeśli coś się stanie, albo on coś...
- Logan przestań tak mówić. Nic się nie stanie. A nawet jeśli to nie będę Cię obarczać moimi problemami.
- Deta, jesteś moją siostrą. Pomimo, że mnie nie widziałaś dość długo nie chciałbym, by ktoś się zabawiał twoim kosztem.
- Ale on tak wcale nie robi. Mówię prawdę.- Zaczęło mi się robić gorąco. Nasza konwersacja zmieniła się diametralnie na taką, którą w tym czasie chciałam unikać.
- Jakby co, wiesz gdzie mnie szukać- uśmiechnął się lekko.
Pogadaliśmy jeszcze o paru zbytecznych rzeczach i o jego życiu we Francji. Podobało mi się jak opowiadał jak wygląda Paryż nocą albo jak miał parę nieprzyjemnych sytuacji z dziewczynami.  I wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo brakowało mi jego gadaniny.
Nim się obejrzałam była już siedemnasta, a ja zaczęłam się przygotowywać do wyjścia. Założyłam łososiową koszulę z czarnymi elementami, a do czarnych spodni dodałam tego samego koloru pasek ze złotym zapinaniem. Pokręciłam włosy i zrobiłam mocniejszy makijaż, gdy usłyszałam głos mamy na dole.
- Hej Louis! Co ty tutaj robisz?- spytała mama i wpuściła go do środka.
- Czekam na Odettę.
- No to trochę poczekasz- oznajmił Logan, wywracając oczami.
Louis zmarszczył czoło, widocznie zaskoczony jego widokiem. Przeszedł mnie dreszcz, ponieważ zdałam sobie sprawę jak to wyglądało. Jeden raz powiedziałam mu o bracie, więc mógł zapomnieć, że go mam, a teraz widzi przed oczami jakiegoś chłopaka. Genialnie.
- Sory, um... Brat Dety.- Na moje szczęście szybko się ocknął.
Lou przejrzał go jeszcze z góry na dół i spytał:
- Logan Havel?
- Ta, przeczytałeś w kartotece? Taki żart.
Louis parsknął śmiechem.
- A ty jesteś?
- Louis.
Zeszłam szybko na dół, skupiając tym uwagę na sobie, by zaraz Logan czegoś nie palnął, tak jak zawsze miał w zwyczaju.
- Długo czekasz?- zaczęłam udawać, że wcale nie wiedziałam o jego przyjściu.
Wzruszył tylko ramionami. Pocałował mój policzek, gdy stanęłam obok niego, a zaraz po tym powiedziałam Loganowi, by powiedział mamie, że idę. Wsiadłam do samochodu, a zaraz po mnie Louis.
- Ojej jak tu pięknie pachnie- pociągnęłam jeszcze raz nosem- Coś jak zielona herbata?
- Specjalnie dla ciebie- uśmiechnął się zawadiacko.
- Skąd wiesz, że lubię zieloną herbatę?
- Nałogowo ją pijesz. Raz zauważyłem w sobotę, a drugi jak, no wiesz...- Nie musiał kończyć. Wiedziałam, że chodziło mu o tę sytuacje z Johnem- Ach, i jeszcze zostawiłaś u mnie kubek z niedopitą zieloną herbatą. Trudno tego nie zauważyć.
Zachichotałam, a potem skupiałam się na drodze. Było może gdzieś po osiemnastej, więc zaczęło się robić już szarawo.
- Dokąd jedziemy?- spytałam, gdy zdałam sobie sprawę, że wyjeżdżamy z miasta.
- Tam, gdzie powinnaś się czuć najbezpieczniej.
- Ej, nabijasz się z mojego imienia?- udałam oburzoną. Zrozumiałam, że jedziemy tam gdzie jest woda.
- Oczywiście, że nie.
Wywróciłam oczami z rozbawienia, a gdy się w końcu zatrzymał prawie odleciałam z ekscytacji. Nie wiedziałam, gdzie jestem dlatego sytuacja wydawała się być lepsza niż sądziłam. Złapał mnie za rękę i poprowadził w głąb lasu, który w tym czasie wyglądał dość pusto.
- I teraz pytanie. Ty zawsze się boisz jak wchodzisz do lasu? Bo znowu ściskasz moją rękę- zażartował.
- Przepraszam, po prostu nie wiem co zaplanowałeś.
Po paru minutach spaceru stanął przede mną. Zmarszczyłam czoło skonsternowana i wpatrywałam się w jego twarz. Uśmiechnął się, a po chwili przesunął gałązki, bym mogła przejść. Zrobiłam to, a po chwili lekko rozszerzyłam usta. Las wydawał się zwiędły i pusty przez brak liści na niektórych drzewach, a w tym miejscu wszystko wyglądało jak latem. Liście i trawa były wyraźnie zielone, a przy jednym boku było małe jeziorko z mocno granatową wodą.
- Ale jak...
- Cii... Nie psuj tej chwili- uśmiechnął się.
- Wiesz, mówiąc 'zaskocz mnie' nie myślałam, że przyjdzie mi zobaczyć takie coś.
Złapał mnie za dwie ręce i poprowadził na środek całego azylu. Usiedliśmy na trawie, a ja wpatrywałam się w jezioro.
- Tutaj jest pięknie. Skąd znasz to miejsce?- spytałam, oglądając każdą rzecz po kolei.
- Z dzieciństwa. Każde dziecko ma miejsce, do którego chce wracać, ja mam akurat te. To wszystko zrobiła osoba, której wiele zawdzięczam, ale nie wiem czy teraz też tak jest.
Spojrzałam w jego stronę i nie podjęłam decyzji zadawania pytań 'Kto to jest?' 'Co się stało?', bo widać było, że nie chciał tego mówić, a ja nie zamierzałam nalegać.
- A ty masz jakieś miejsce?- spytał po krótkiej ciszy.
Zastanowiłam się przez chwilę, ale nic nie przyszło mi do głowy. Zaprzeczyłam głową i znów skierowałam wzrok na jezioro. Na dworze było już ciemniej i zimniej. Na całe szczęście wzięłam ze sobą kurtkę.
- Chciałbym się czegoś o tobie dowiedzieć- powiedział.
- A czego dokładnie?- Zaczęłam się bawić moimi palcami.
- Twojej przeszłości. Nigdy mi o sobie nie mówiłaś.
- Ty tym bardziej...
- W takim razie oboje się przełamiemy, okej?- uśmiechnął się, wiedząc, że nie dam tym razem za wygraną.
Spuściłam głowę i zaczęłam przedzierać się przez swoje wspomnienia z dzieciństwa jak i z całego życia. Przewijały się tylko same złe rzeczy, o których chciałam zapomnieć. Westchnęłam, dając upust moich uczuciom i obawy, co pomyśli o mnie Louis.
- Um...Moi rodzice rozwiedli się ze sobą jak miałam pięć lat. I od tego czasu nigdy nie widziałam swojego ojca. Mama mówi, że stracił prawo do opieki nad dzieckiem, ale nie wiem co mam o tym myśleć. W każdym bądź razie mój brat musiał stać się głową rodziny, ponieważ mama sobie nie radziła. Cały czas siedziała w pracy, a jak już przychodziła to nie odzywała się do nas słowem. Takim oto sposobem musieliśmy stać się dorośli i pilnować spraw dotyczących nas. Po paru latach, gdy Logan był już pełnoletni miał okazję wyjechać na studia do Francji. Nie chciał mnie zostawić, ale wiedziałam, że dla niego będzie lepiej. Tak więc jestem tutaj i zaczyna się nareszcie wszystko układać. Mama zaczęła inaczej się zachowywać, mój brat wrócił na niecałe dwa tygodnie i teraz jestem w jakimś stopniu spokojna i szczęśliwa.
Gdy przestałam opowiadać zdałam sobie sprawę, że leżę głową na jego kolanach. Louis nie odzywał się tylko słuchał każde moje wypowiedziane słowo, jakby wszystkie były ważne.
- Teraz twoja kolej- szepnęłam.
Przygryzł wargę jakby się nad czymś głęboko zastanawiał, jednak po chwili wydobyły się pierwsze słowa z jego ust:
- To miejsce jest jedyną rzeczą, którą dobrze wspominam z dzieciństwa.
- Co?
Wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać:
- Kiedy byłem mały dowiedziałem się, że mój ojciec nie jest tak naprawdę moim ojcem. Człowiek, do którego mówiłem 'tato' był dla mnie kimś obcym. I pomimo, że go dalej za niego uważałem, on wydziedziczył mnie z wszystkiego. Miałem dwanaście lat, kiedy wyrzucił mnie z domu. Jego tłumaczeniem było to, że nie może znieść mojego widoku. Jakby trzymał w domu intruza. Bolało mnie to każdego dnia. Czułem jego nienawiść, kiedy na mnie patrzył, a przecież to nie była moja wina. Tutaj spędzałem całe dnie przed dowiedzeniem się prawdy. To miejsce jest czyste, bez skazy i tak je chcę zapamiętać. Teraz mam dwadzieścia lat i nie potrafię teraz z nimi porozmawiać i przyrzekłem, że nigdy się do nich nie odezwę. Skoro nie chcieli mnie wtedy, to nie będą chcieli mnie teraz.
- Louis...- Wszystko co do tej pory myślałam o jego przeszłości legło w gruzach. Jego słowa odcisnęły dość duży ślad na moim sercu.
- Najlepiej wspominam moją przyjaźń z Niallem. On jako jedyny nie przestał się ze mną zadawać. Dlatego bardzo go sobie cenię.
- Nie wiem co mam powiedzieć...
- Nic nie mów. Nie musisz.
- Byłoby głupstwem, gdybym to przemilczała.
- Czasami przemilczeć oznacza wygrać.











__________________________________________

Tak wiem macie prawo być na mnie źli. Mówiłam, że będzie teraz wszystko na swoim miejscu, ale przez tamte dni zdarzyło się tyle...
Poza tym źle zniosłam odejście Zayna z One Direction i nie umiałam  napisać żadnego słowa. Potem nie miałam laptopa (czyli całe moje centrum dowodzenia), ponieważ robiłam aktualizacje ugh. Przepraszam, że was nie powiadomiłam o tym, ale nie miałam jak. Sama jestem zła na siebie przez to wszystko, bo obiecałam, że będzie wszystko okej, ale jak zwykle wychodzi na opak.
ALE ALE ALE!
Następny rozdział będzie liczony od tamtej daty dodania. Czyli pojawi się 10-11 kwietnia, a nie 17.
Okej teraz po tym rozdziale będą zaczynały się wahania. Dobre i złe. Chociaż jeszcze przynajmniej przez parę notek będzie w miarę okej, ale to już do waszej oceny.
Nie mam wam jeszcze nic do przekazania, więc będę się z wami żegnać. Zdaje sobie sprawę z tego, że powinnam dostać po głowie, ale tak czy siak tak się właśnie czuje.
Do następnej notki!
*przepraszam za błędy.

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział . Ten blog jest jednym z moich ulubionych i chociaż tematem tego ff jest ogólnie gang ( co jest tematem w co drugim ff) to ten blog się wyróżnia. Masz bardzo fajny styl pisania. Walić interpunkcje ,ortografie czy inne błędy wypominane przez wymagających czytelników. Ten blog jest po prostu C-U-D-O-W-N-Y. Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń